Czas wolny & Konkursy
reklama

Strajk generalny na Podbeskidziu ab | 01.02.2011 (1393)

Dokładnie 30 lat temu na terenie Podbeskidzia trwał dziesięciodniowy strajk generalny. Blisko 200 tysięcy pracowników wstrzymało linie produkcyjne w największych zakładach na terenie Bielska-Białej, a negocjatorem i zarazem sygnatariuszem porozumienia z rządem był Lech Wałęsa.

Mało kto, prócz ówczesnych uczestników generalnego strajku na Podbeskidziu, pamięta o trzydziestoletniej rocznicy protestów. Młodzi ludzie nie wiedzą, że trzy dekady temu w Bielsku-Białej nie kursowała komunikacja miejska, istniały spore utrudnienia w zaopatrzeniu, a największe zakłady wygasiły swoje linie produkcyjne.

O generalnym strajku na Podbeskidziu próbowano przypomnieć w miniony poniedziałek podczas spotkania w Książnicy Beskidzkiej. Choć salonik literacki wypełniony był po brzegi, to trudno tam było dostrzec choć jedną młodą osobę… Być może tym artykułem uświadomimy młodzieży, że trzydzieści lat temu sytuacja w Bielsku-Białej była bardzo napięta.

Geneza strajku miała swoje dwa podłoża: pośrednią i bezpośrednią. Pośrednią przyczyną protestów na Podbeskidziu był ogólnokrajowy kryzys przełomu lat 1980/81 i wywołane nim niezadowolenie mieszkańców całej Polski. Bezpośredni powód strajku miał swoje podłoże lokalne. Przedstawiciele Międzyzakładowych Komitetów Założycielskich Solidarność oskarżyli ówczesne władze lokalne, w tym wojewodę bielskiego, prezydenta miasta, komendanta MO, I sekretarza KW PZPR, o wykorzystywanie stanowisk do czerpania korzyści materialnych.

- Związkowcy wyszli z propozycją stworzenia specjalnej komisji, której celem miało być zbadanie nieprawidłowości wśród urzędników państwowych. Ówczesny minister administracji, gospodarki terenowej i ochrony środowiska Józefa Kępa powołał zespół komisyjny. Okazało się, że rzetelna praca komisji doprowadziła do poparcia tez, stawianych przez Międzyzakładowy Komitet Założycielski Solidarność - wyjaśnia pracownik Instytutu Pamięci Narodowej w Katowicach, Artur Kasprzykowski.

Wojewoda bielski Józef Łabudek nie przyjął raportu do wiadomości, aczkolwiek podał się do dymisji, która nie została jednak przyjęta. To wszystko dolało oliwy do ognia…

26 stycznia 1981 roku między godziną 12 a 13 odbył się ostrzegawczy strajk wśród wybranej grupy zakładów. Brak odzewu ze strony rządowej doprowadził do tego, że błyskawicznie, bo już 27 stycznia Międzyzakładowy Komitet Strajkowy ogłosił strajk generalny.

- Podbeskidzki strajk generalny obejmował zakłady Bielska-Białej, Żywca, Kęt, części Skoczowa. Z każdym dniem przyłączały się nowe fabryki. W kulminacyjnym okresie, na początku lutego, w proteście brało już blisko 200 tysięcy pracowników - relacjonuje Artur Kasprzykowski.

Napięta sytuacja na Podbeskidziu doprowadziła do tego, że w negocjacje z rządem włączył się Lech Wałęsa, który na początku był przeciwnikiem bielskiego strajku. Z dnia na dzień sytuacja stawała się trudniejsza, bowiem brak porozumienia z władzami rządowymi zwiększał ryzyko siłowego rozwiązania konfliktu.

Całą sprawą zainteresował się kardynał Stefan Wyszyński, który wysłał do Bielska-Białej trzech mediatorów na czele z sekretarzem Episkopatu Polski bp. Bronisławem Dąbrowskim.

- Rozmowy na linii episkopat - minister Józef Kępa - związkowcy przyniosły oczekiwany efekt 6 lutego przed godziną piątą rano. Tego samego dnia premier Józef Pińkowski odwołał wojewodę bielskiego, jego zastępców, prezydenta miasta, komendanta milicji obywatelskiej, oraz I sekretarza wojewódzkiego PZPR - wyjaśnia pracownik IPN w Katowicach.

Dziesięciodniowy strajk okazał się sukcesem działaczy solidarności z Podbeskidzia. Niestety głównych organizatorów strajku przez wiele lat prześladowano. Teraz są żywym przykładem bohaterskiej i nieugiętej postawy wobec minionego systemu. Warto więc znać ich, jakże to dzisiaj ważną dla nas, historię!    

Czytane 6067 razy

Kopiowanie materiałów dozwolone pod warunkiem podania źródła: www.super-nowa.pl

Drukuj >>

<< Wstecz