ODCINEK 9, CZĘŚĆ II
Oto do czego prowadzi chęć objęcia władzy…
Zimna tarcza księżyca wyłoniła się leniwie zza brzegów
zbłąkanej chmury. Srebrne światło zaczęło połykać chciwie ciemność i po chwili
krajobraz lekko rozjaśnił się ukazując na horyzoncie granatowe plamy drzew. Na
jednym z nich coś nagle ruszyło się, zaskrzeczało i odleciało w popłochu. Znowu
było upiornie cicho. Prezydent przystanął nasłuchując. Jego pies już dawno
powinien wrócić, wypuszczony kilka minut wcześniej na spacer. Ale po kundlu nie
było najmarniejszego śladu.
– Co za gamoń z ciebie! – mruknął do siebie Brum Brum, a po
dalszej chwili nastawiania uszu gwizdnął w końcu tracąc cierpliwość.
– Znaczek! Do nogi! – krzyknął, kiedy gwizdy nic nie dały. –
Wracaj, brum, brum!
Delikatny szelest rozgarnianych liści i trącanych gałązek
sprawił, że odetchnął z ulgą – najwyraźniej Znaczek usłyszał wołanie i pędził
już, co sił w nogach. Dźwięk jednak urwał się, zupełnie jakby ktoś wyrwał nagle
wtyczkę z głośnika. Zamiast tego, prezydent usłyszał ciężkie sapanie. Przez
krótki moment w jego głowie pojawiła się szalona myśl, że to być może Hiacenty
skrada się gdzieś w krzakach, albo nawet autor tych opowieści. Jeden i drugi
nie ustawali w wysiłkach, aby deptać mu po piętach. Sapanie tymczasem zbliżało
się i po chwili prezydent mógł już wyraźnie usłyszeć, że oprócz ciężkiego
oddechu tajemnicze coś wydawało z siebie dźwięki podobne do chichotu. Ki diabeł
tu wlazł, nie mógł pojąć prezydent?
– Znaczek! To ty? – zawołał niepewnym głosem.
Tym razem pies dał znak życia. Zaskomlił tak przeraźliwie,
że prezydentowi przebiegły po plecach ciarki, a zaraz potem spadł na niego
strach. Złapał za gardło, ścisnął klatkę piersiową wielkimi obcęgami, a w końcu
ulokował mu się w żołądku na podobieństwo ciężkiej, ołowianej kuli. A gdy w chwilę później zobaczył, co go tak przestraszyło, nogi odmówiły mu
posłuszeństwa – z wrażenia aż przysiadł na małym pieńku. Wprost na niego
brodząc w wysokiej, zeschłej trawie kroczył najprawdziwszy klaun…
– Brum, brum… coś takiego – wyrwało się prezydentowi z zaschniętego gardła.
Klaun był coraz bliżej. Czerwony pompon zdobiący jego
czapeczkę kiwał się na boki przy każdym kroku, a wielka żółta kula wieńcząca
nos klauna rosła prezydentowi w oczach. Wreszcie stwór zatrzymał się
rozsiewając dookoła dziwny zapach przypominający woń czarnych gród ziemi
wybieranej wprost ze świeżego grobu. Prezydent skoczył na równe nogi, cofnął
się o krok i zatkał nos.
– Nie bądź taki wrażliwy – szepnął klaun wpatrując się w oczy prezydenta. – Za chwilę i tak nic już nie poczujesz.
– Kim ty jesteś, u licha!? Brum, brum – prezydent
wytrzeszczał oczy. – Ktoś cię na mnie nasłał?
– Jestem twoim dowcipem – roześmiał się klaun i przytknąwszy
obie dłonie do nosa zagrał na nim jak na trąbce.
Było to tak nieoczekiwane, pełne absurdalności, że Brum Brum
parsknął śmiechem. Gdyby wiedział, że klaun tylko na to czekał… Zanim się
spostrzegł, przybysz z lasu położył mu wielką dłoń na głowie i lekko ją
ścisnął. W tym samym momencie wszystkie myśli, odczucia i wrażenia prezydenta
rozpierzchły się w nicość, jak zdmuchnięta nagłym powiewem mydlana bańka. Klaun
tymczasem połączył się z ta częścią umysłu swojej ofiary, która gromadziła
pokłady dobrego humoru i optymizmu, i nie zwlekając ani sekundy dłużej wyssał
je niczym wielki odkurzacz. Cała operacja trwała zaledwie kilka chwil, po czym
klaun puścił głowę prezydenta, a następnie pstryknął go lekko w lodowaty nos.
– No! Ocknij się! – zawołał. – Już po wszystkim.
Prezydent zatrzepotał powiekami, otworzył usta, chwilę tak
stał, i naraz krzyknął:
– Jezu! To wszystko jest do bani!
– Co mianowicie? – zapytał klaun mrużąc przebiegle oczy.
– Wszystko, cholera! Jakby mi zasłona spadła z oczu, brum,
brum. Jak to możliwe, że wydawało mi się, że tak dobrze rządzę, brum, brum.
Kurna… Trzeba będzie to zostawić chyba… Są lepsi…
- Nie przejmuj się tak – uspokoił go klaun. – Ludziom często
wydaje się, że wystarczy założyć różowe okulary, a problemy same znikną.
– Ale… co ja mam teraz zrobić? – zafrasował się prezydent.
– Wrócić i wszystko poprawić, a najlepiej dać sobie spokój –
rzekł klaun poprawiając sobie kulkę na końcu nosa.
Prezydent skrył twarz w dłoniach i westchnął głęboko. Jego
myśli zalała przytłaczająca fala ogromu zadań, jakie go czekały. Kiedy znowu spojrzał
przed siebie zobaczył jednak sufit we własnym pokoju. Ciemność powoli
ustępowała pod naporem rodzącego się dnia. Przez dobrą chwilę nasz bohater nie
wiedział, gdzie się znajduje i co się stało, wciąż przerażony tlącą się jeszcze w jego głowie porażającą smutkiem myślą. Ta czarna nić rwała się jednak z każdą
sekundą, w miarę jak sen ustępował miejsca rzeczywistości, aż w końcu zniknęła
gdzieś bezpowrotnie, a jej miejsce zajęło stare, dobre samopoczucie i zadowolenie z samego siebie. Ogarnięty nagłą euforią chwycił telefon i wystukał
numer redakcji ratuszowej gazetki.
– Dołóżcie mi tam jeszcze jedno moje zdjęcie, najlepiej na
okładkę – polecił zaspanym głosem, po czym ziewnął szeroko i przymknął oczy
zadowolony, że klaun okazał się tylko złym snem. Dobry nastrój nie trwał jednak
zbyt długo. Zniknął znienacka, kiedy prezydent uświadomił sobie kogo
przypominał mu klaun.
W chwili kiedy przed oczyma prezydenta stanęła prawdziwa
maska klauna, na drugim końcu miasta, w siedzibie sieci zakładów usługowych
„Lewituj z nami”, ich właściciel, radny Mamyja, gramolił się z bębna pralki
automatycznej, którą swego czasu przerobił dzięki znajomością sztuk tajemnych
na Podglądacz Snów. Mamyja stanął wreszcie na nogach i usiłując uspokoić
wirujące wciąż w głowie myśli krzyknął do pustych ścian:
– Niech cię diabli porwą, Brum Brumie! To dopiero początek!
Miasto powoli budziło się ze snu. Resztki nocnego mroku
błąkały się w zimnych zaułkach czekając aż rozproszy je promień słońca.
Nadchodził nowy dzień. W kolejce czekały następne, i następne. Gdzieś tam
jeszcze daleko były i takie, które zapaść miały mieszkańcom w pamięci. Ale to
już dalsza historia, do której w końcu i my dojdziemy.
Czytane 1668 razy
Kopiowanie materiałów dozwolone pod warunkiem podania źródła: www.super-nowa.pl
Drukuj >>Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za komentarze internautów.
Więcej >>
