ODCINEK 9, CZĘŚĆ II
6.
Ostrze noża
błysnęło w powietrzu i ze świstem zagłębiło się w solidnej porcji wołowiny.
Marta nie cierpiała tej czynności. Za każdym razem, gdy dotykała oślizgłego
surowego mięsa, czuła ogarniającą ją niechęć. Odwracając z odrazą głowę pocięła
jednak mięso na plastry i odstawiła całość na bok. Z wołowiny kapała krew i już
po chwili na talerzu zrobiła się prawdziwa, czerwona kałuża. Otrzepała się z obrzydzeniem i wychyliła głowę z kuchni.
– Chcecie krwiste te befsztyki, czy bardziej
wysmażone? – krzyknęła w stronę pokoju. Kiedy odpowiedziała jej cisza, mruknęła
coś pod nosem i zirytowana wypadła z kuchni. Wchodząc do pokoju, w którym od kwadransa Jaś siedział z Grzegorzem,
zamarła na progu ze zgrozy.
– Chryste, co wy
tu, pornosy oglądacie?! – krzyknęła.
Na ekranie telewizora baraszkowała jakaś para w pozycji nie pozostawiającej żadnych wątpliwości. Marta skrzywiła się ze
wstrętem. Najpierw surowe mięso, teraz to…
Obaj mężczyźni
jak na komendę podskoczyli. Jeden na fotelu, drugi na kanapie.
– Matko, aleś
nas wystraszyła… No coś ty, Marta, to dowód rzeczowy! To ta płyta, o której ci
mówił Grzegorz, że znaleźliśmy ją w skrytce – próbował ratować sytuację Jaś.
Marta nie dawała
jednak za wygraną.
– I musicie to
oglądać, tak? Wielki detektyw Jaś i jego kumpel od pióra – zakpiła.
– Słowo daję, to
tylko… – Grzegorz, cały pąsowy, chciał się wytłumaczyć, ale Marta kiwając z politowaniem głową przerwała mu:
– Jasne, to
tylko tak was zainteresowało, że zapomnieliście o bożym świecie… No więc, co z tymi befsztykami? Krwiste, czy skorupy?
– Dla mnie
wysmażone – Jaś zatrzymał pilotem płytę.
– Dla mnie też –
cicho dodał Grzegorz. Czuł się idiotycznie i najmniej obchodził go teraz
befsztyk.
Marta odwróciła
się na pięcie i urażona wróciła do kuchni. Jaś parsknął śmiechem i przerzucił
odtwarzacz na pozycję „play”. Na ekranie
telewizora na powrót pokazała się scena, w której Izabela Woźniak dosiada z rozkoszą swojego kochanka.
Od kilkunastu
minut obaj siedzieli przy rozłożonych papierach i dyskutowali o ostatnich
zdarzeniach. Jaś opowiedział o przygodzie ze starszą kobietą, na koniec
zostawiając informację, u kogo pracowała.
– Nie! –
Grzegorz skoczył na fotelu, gdy już usłyszał o Szymańskim. – Blefujesz! Słowo
daję!
– Mówię
poważnie. Kobieta pracuje u Szymańskiego. Też mi się nie chciało wierzyć –
przekonywał Jaś. – No, ale tu masz, bracie, dowód na to, że życie pisze po
swojemu. W takim na przykład kryminale, przypadek nie ma prawa zaistnieć.
Wszystko musi mieć swoją przyczynę. A tu, proszę! Los rzuca nam w ręce panią
Marysię.
– To
rzeczywiście niezwykłe – zgodził się Grzegorz. – Tyle, że nic nam to raczej nie daje. Wiemy
tylko, że jest, za przeproszeniem, wkurwiony. Sami to mogliśmy łatwo
wydedukować.
– To tak. Ale
nie to, że gość ma jakąś babę – odciął się Jaś.
– A co nam to
daje? – powtórzył Grzegorz.
– Na razie nic. Ale nigdy nie wiadomo…
Zresztą… nie nudź już facet. Może się
przydać.
Jaś ponownie
uruchomił odtwarzacz.
Chcąc nie chcąc
wlepiali oczy w intymne scenki jeszcze z dziesięć minut, aż nagle kamera
zainstalowana w pomieszczeniu, w którym Izabela nagrywała swoje schadzki z Zielińskim pokazała zupełnie inny obraz. Na ekranie najpierw pojawiła się ona.
Miała na sobie dżinsy i bluzkę z długim rękawem. Była zdenerwowana o czym
świadczył fakt, że nerwowym krokiem przechadzała się od ściany do ściany, aż w końcu usiadła na łóżku i zastygła w bezruchu. Scenka przedłużała się, i tylko
raz kobieta spojrzała na zegarek. Zaczęli się już niecierpliwić i podejrzewać,
że to wszystko, co zostało zarejestrowane na płycie, gdy nagle do pokoju wszedł
Zieliński.
– Cześć! – zawołał od progu. – A ty jeszcze w papierku, cukiereczku?
– No nie! Znowu będą się bzykać. To już staje
się nudne – Grzegorz odchylił się na fotelu i wykonał ruch, jakby miał zamiar
chwycić pilota i wyłączyć sprzęt.
– Czekaj – Jaś
chwycił go za ramię. – Coś ty dzisiaj taki nerwowy jest?
Miał rację.
Izabela nie miała tym razem ochoty wyskakiwać z ubrania. Za to sięgnęła po coś
leżącego z boku i odwracając się w stronę Zielińskiego uniosła dłoń do góry.
– A to co jest?
– zapytała uśmiechając się przewrotnie. – Twój zapasowy mózg?
Zieliński zamarł
na moment z otwartymi w niemym zdziwieniu ustami, a następnie w jednej chwili
przyskoczył do Izabeli i wyrwał jej z ręki notes. Twarz zrobiła mu się
purpurowa ze złości.
– To ten sam
notes! – wykrzyknął Grzegorz podrywając się z fotela. – Zatrzymaj to!
Jaś nacisnął
pauzę i obaj gapili się w ekran, na którym widać było ten sam notes, którego
kopię znaleźli w skrytce pocztowej.
– No tak. To
nasz notes, cholera – przyznał Jaś ponownie uruchamiając obraz. Na ekranie
znowu pojawił się Zieliński.
– Skąd to masz?!
– warknął uderzając notesem o dłoń. – Grzebałaś w moich rzeczach?
– Zostawiłeś to
wczoraj w biurze - odparła spokojnie. –
No tak. Co tak patrzysz? Notes leżał na biurku. Miałam go tam zostawić?
Zajrzałam więc z ciekawości – przerwała na chwilę wpatrując się w Zielińskiego. – Czy jest w tym mieście ktoś,
kogo nie przekupiłeś? Jakiś jeden marny urzędnik? Ten cały Szymański musi ci
nieźle płacić skoro za wysypisko stać go było na całe trzy duże stówki. Może
byś się tak podzielił, co?
– Nie twoja
sprawa – Zieliński wertował notes. – Po jaką cholerę tu zaglądałaś? Źle nam
było?
– Nie moja sprawa? – Izabela wstała z łóżka i podeszła do ściany wypełnionej półkami z książkami. Uniosła dłoń i przeciągnęła
palcem po wystających grzbietach książek, jakby w ten sposób chciała zetrzeć
niewidzialny kurz. – Możesz to sobie zabrać. Zrobiłam kopię.
– Co takiego?
Masz zamiar mnie szantażować?!
– Mam zamiar
wyjść za ciebie – odwróciła się. –
Obiecałeś mi to już dawno. Rozwiedziesz się z tą swoją pokraką i odtąd
będziemy jednym. Nie ma więc mowy, że coś ci z mojej strony zagrozi –
uśmiechnęła się uwodzicielsko. – No co? Przecież mnie kochasz.
– No… tak… ale…
– Nie ma żadnego
ale, mój drogi. Miłość pragnie ofiar… – Izabela z powrotem usiadła na brzegu
łóżka i jednym zgrabnym ruchem ściągnęła z siebie bluzkę, po czym obraz… urwał
się.
– Noooo… to pani
Iza była niezłą spryciarą – skwitował Grzegorz.
– Na to wygląda
– przyznał Jaś wyciągając płytę z odtwarzacza. – Zieliński musiał się nieźle
wkurzyć.
– Tak. A później
ktoś wpakował mu kulkę w łeb.
– Hm… Facet uwikłał się w ciemne interesy, a do
tego miał na karku pazerną babę. Może to
on zapragnął jej śmierci – zastanawiał się głośno Jaś. – Myślę, przyjacielu, że
musimy odwiedzić jego żonę. Przekonamy się, czy faktycznie była taką jędzą.
– Fajnie sobie to zaplanowaliście, tylko
zabrakło wam jednego, istotnego elementu – usłyszeli nagle głos Marty.
– Jakiego? –
zapytał Jaś unosząc się lekko w fotelu.
– A takiego, że
zanim tam pójdziecie, powinniście ten cały notatnik i płytę przekazać
prokuraturze.
Jaś opadł z powrotem na oparcie i westchnął z rezygnacją.
– Ty znowu swoje
– jęknął.
– Właśnie –
podchwycił Grzegorz. – Kraczesz, aż coś wykraczesz. Przecież to jest nasze
śledztwo. Dziennikarskie, jakbyś o tym zapomniała. Co cię ugryzło?
– Ugryzło? –
Marta zrobiła wielkie oczy i przysiadła na oparciu kanapy. – I ty to mówisz?
Zdajesz sobie sprawę, że jak już będzie po wszystkim, to was po prostu oskarżą o utrudnianie śledztwa, zacieranie dowodów i Bóg jeden wie o co jeszcze? Chcę
wam tylko uświadomić, że można tego uniknąć.
– Niby jak?
– W prosty
sposób, Grzesiu. Przecież możecie to skopiować, a oryginały wysłać. Jaki to
problem jest? – Marta zamilkła i gwałtownym gestem odgarnęła włosy za ucho. –
Zresztą. Róbcie co chcecie. Macie swoje mózgi.
Wstała z kanapy i skierowała się w stronę kuchni.
– Zaczekaj –
zawołał Jaś. – Masz rację. Zrobimy tak, jak mówisz.
Marta nic na to
nie odpowiedziała. Wzruszyła tylko ramionami i zniknęła z pola widzenia.
– No co tak
patrzysz? – Jaś spojrzał na przyjaciela. – Ma rację. Wiesz przecież, jak działa
prokuratura. Jeśli zabór kilku milionów mogą uznać za nieszkodliwy czyn, to nas
mogą z powodzeniem wpakować za kratki. Niech to lepiej zaniesie.
– Nic przecież
nie mówię – westchnął Grzegorz.
– Ale widzę jaką
masz minę.
– Eee tam –
prychnął Grzegorz. – Myślałem o czymś innym. Zastanawiałem się właśnie jak to
jest, że ci goście z PiS-u są tacy ślepi i znowu pchają Kaczyńskiego do
wyborów.
– Ty znowu z tą
swoją polityką – mruknął Jaś. – Może po prostu wierzą w gościa. Albo nie mają
nikogo innego. Co cię to obchodzi?
– Jak to, co?
Przecież ten facet nas kompromituje.
– Przesadzasz. A Tusk to niby lepszy jest? Naobiecywał i guzik z tego zrealizował. Wszyscy są po
jednych pieniądzach.
– Może masz i rację. Polityka to wielkie szambo – Grzegorz machnął nagle ręką i wstał powoli z fotela. – Chyba już pójdziemy.
7.
Zbliżała się
północ. Marta i Grzegorz wyszli zaledwie godzinę wcześniej, tuż po tym, jak
skopiowali materiały, a oryginały zapakowali w grubą kopertę i zaadresowali na
miejscową prokuraturę. Rano następnego dnia miała je tam zanieść osobiście
Marta. Jaś musiał przyznać, że nie była głupia. Właściwie mogli czuć się razem z Grzegorzem zawstydzeni. Dopiero zaczynała stawiać pierwsze kroki w zawodzie, a tu – proszę! Miała więcej rozumu w głowie od nich dwóch. W pogodni za faktami
zapomnieli o tym, że i oni podlegają prawu.
Jaś zerknął na
uchylone okno i okrył się kocem. Nie chciało mu się wstawać, chociaż
temperatura w pokoju znacznie spadła. Był już drugi tydzień marca, a zima wciąż
nie dawała za wygraną i od kilku dni nękała wszystkich wyżem o wdzięcznym
imieniu Izydor. Jaś był zmęczony i czuł, że powoli ogarnia go sen. W pokoju
było cicho jak makiem zasiał. Podsunął
sobie pod głowę poduszkę, oparł się wygodnie i pozwolił myślom, aby dryfowały w sobie tylko znanym kierunku. Mógł zastanawiać się nad wieloma sprawami -
dlaczego zginął Zieliński, albo czy znajomy Włoch, Giuseppe, rzeczywiście
zapyta brata o zabójstwo Zielińskiego w Rzymie. Ale jego myśli uparcie wracały
do niej. Kręciły mu w głowie esy floresy i podsuwały przed oczy obraz jej
twarzy. Wciąż słyszał w głowie jakieś fragmenty jej rozmów. Czy to naprawdę
mogło cokolwiek oznaczać, zastanawiał się? Chyba zbyt wiele sobie wyobrażam,
uznał w końcu i ziewnął szeroko. Chwilę później spał. I były to ostanie
godziny, które przespał w spokoju…
c.d.n.
(Wersja PDF)
Czytane 24907 razy




Kopiowanie materiałów dozwolone pod warunkiem podania źródła: www.super-nowa.pl
Drukuj >>Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za komentarze internautów.
Więcej >>
