REGION: BIELSKO-BIAŁA * ŻYWIEC * SKOCZÓW * CIESZYN * WISŁA * CZECHOWICE-DZIEDZICE * PSZCZYNA * KATOWICE * OŚWIĘCIM * KĘTY * WADOWICE * KRAKÓW * PÓŁNOCNE MORAWY
„STAN PODGORĄCZKOWY”

ODCINEK 9, CZĘŚĆ II

(archiwum)Sonda:

Kończą się wakacje. Czy dla Ciebie były udane?

Od: 26.08.2010

Czas wolny & Konkursy
reklama

KASA, cz. 11 Krzysztof Oremus | 08.03.2010 (1063)

6. 

Ostrze noża błysnęło w powietrzu i ze świstem zagłębiło się w solidnej porcji wołowiny. Marta nie cierpiała tej czynności. Za każdym razem, gdy dotykała oślizgłego surowego mięsa, czuła ogarniającą ją niechęć. Odwracając z odrazą głowę pocięła jednak mięso na plastry i odstawiła całość na bok. Z wołowiny kapała krew i już po chwili na talerzu zrobiła się prawdziwa, czerwona kałuża. Otrzepała się z obrzydzeniem i wychyliła głowę z kuchni.
–  Chcecie krwiste te befsztyki, czy bardziej wysmażone? – krzyknęła w stronę pokoju. Kiedy odpowiedziała jej cisza, mruknęła coś pod nosem i  zirytowana wypadła z kuchni. Wchodząc do pokoju, w którym od kwadransa Jaś siedział z Grzegorzem, zamarła na progu ze zgrozy.
– Chryste, co wy tu, pornosy oglądacie?! – krzyknęła.
 Na ekranie telewizora baraszkowała jakaś para w pozycji nie pozostawiającej żadnych wątpliwości. Marta skrzywiła się ze wstrętem. Najpierw surowe mięso, teraz to…
Obaj mężczyźni jak na komendę podskoczyli. Jeden na fotelu, drugi na kanapie.
– Matko, aleś nas wystraszyła… No coś ty, Marta, to dowód rzeczowy! To ta płyta, o której ci mówił Grzegorz, że znaleźliśmy ją w skrytce – próbował ratować sytuację Jaś.
Marta nie dawała jednak za wygraną.
– I musicie to oglądać, tak? Wielki detektyw Jaś i jego kumpel od pióra – zakpiła.
– Słowo daję, to tylko… – Grzegorz, cały pąsowy, chciał się wytłumaczyć, ale Marta kiwając z politowaniem głową przerwała mu:
– Jasne, to tylko tak was zainteresowało, że zapomnieliście o bożym świecie… No więc, co z tymi befsztykami? Krwiste, czy skorupy?
– Dla mnie wysmażone – Jaś zatrzymał pilotem płytę.
– Dla mnie też – cicho dodał Grzegorz. Czuł się idiotycznie i najmniej obchodził go teraz befsztyk.
Marta odwróciła się na pięcie i urażona wróciła do kuchni. Jaś parsknął śmiechem i przerzucił odtwarzacz na pozycję „play”. Na ekranie  telewizora na powrót pokazała się scena,  w której Izabela Woźniak dosiada z rozkoszą swojego kochanka.
Od kilkunastu minut obaj siedzieli przy rozłożonych papierach i dyskutowali o ostatnich zdarzeniach. Jaś opowiedział o przygodzie ze starszą kobietą, na koniec zostawiając informację, u kogo pracowała.
– Nie! – Grzegorz skoczył na fotelu, gdy już usłyszał o Szymańskim. – Blefujesz! Słowo daję!
– Mówię poważnie. Kobieta pracuje u Szymańskiego. Też mi się nie chciało wierzyć – przekonywał Jaś. – No, ale tu masz, bracie, dowód na to, że życie pisze po swojemu. W takim na przykład kryminale, przypadek nie ma prawa zaistnieć. Wszystko musi mieć swoją przyczynę. A tu, proszę! Los rzuca nam w ręce panią Marysię.
– To rzeczywiście niezwykłe – zgodził się Grzegorz. –  Tyle, że nic nam to raczej nie daje. Wiemy tylko, że jest, za przeproszeniem, wkurwiony. Sami to mogliśmy łatwo wydedukować.
– To tak. Ale nie to, że gość ma jakąś babę – odciął się Jaś.
– A co nam to daje? – powtórzył Grzegorz.
–  Na razie nic. Ale nigdy nie wiadomo… Zresztą…  nie nudź już facet. Może się przydać.
Jaś ponownie uruchomił odtwarzacz.
Chcąc nie chcąc wlepiali oczy w intymne scenki jeszcze z dziesięć minut, aż nagle kamera zainstalowana w pomieszczeniu, w którym Izabela nagrywała swoje schadzki z Zielińskim pokazała zupełnie inny obraz. Na ekranie najpierw pojawiła się ona. Miała na sobie dżinsy i bluzkę z długim rękawem. Była zdenerwowana o czym świadczył fakt, że nerwowym krokiem przechadzała się od ściany do ściany, aż w końcu usiadła na łóżku i zastygła w bezruchu. Scenka przedłużała się, i tylko raz kobieta spojrzała na zegarek. Zaczęli się już niecierpliwić i podejrzewać, że to wszystko, co zostało zarejestrowane na płycie, gdy nagle do pokoju wszedł Zieliński.
– Cześć!  – zawołał od progu. – A ty jeszcze w papierku, cukiereczku?
–  No nie! Znowu będą się bzykać. To już staje się nudne – Grzegorz odchylił się na fotelu i wykonał ruch, jakby miał zamiar chwycić pilota i wyłączyć sprzęt.
– Czekaj – Jaś chwycił go za ramię. – Coś ty dzisiaj taki nerwowy jest?
Miał rację. Izabela nie miała tym razem ochoty wyskakiwać z ubrania. Za to sięgnęła po coś leżącego  z boku i odwracając się w stronę Zielińskiego uniosła dłoń do góry.
– A to co jest? – zapytała uśmiechając się przewrotnie. – Twój zapasowy mózg?
Zieliński zamarł na moment z otwartymi w niemym zdziwieniu ustami, a następnie w jednej chwili przyskoczył do Izabeli i wyrwał jej z ręki notes. Twarz zrobiła mu się purpurowa ze złości.
– To ten sam notes! – wykrzyknął Grzegorz podrywając się z fotela. – Zatrzymaj to!
Jaś nacisnął pauzę i obaj gapili się w ekran, na którym widać było ten sam notes, którego kopię znaleźli w skrytce pocztowej.
– No tak. To nasz notes, cholera – przyznał Jaś ponownie uruchamiając obraz. Na ekranie znowu pojawił się Zieliński.
– Skąd to masz?! – warknął uderzając notesem o dłoń. – Grzebałaś w moich rzeczach?
– Zostawiłeś to wczoraj w biurze - odparła spokojnie. –  No tak. Co tak patrzysz? Notes leżał na biurku. Miałam go tam zostawić? Zajrzałam więc z ciekawości – przerwała na chwilę wpatrując się w  Zielińskiego. – Czy jest w tym mieście ktoś, kogo nie przekupiłeś? Jakiś jeden marny urzędnik? Ten cały Szymański musi ci nieźle płacić skoro za wysypisko stać go było na całe trzy duże stówki. Może byś się tak podzielił, co?
– Nie twoja sprawa – Zieliński wertował notes. – Po jaką cholerę tu zaglądałaś? Źle nam było?
 – Nie moja sprawa? – Izabela wstała z łóżka i podeszła do ściany wypełnionej półkami z książkami. Uniosła dłoń i przeciągnęła palcem po wystających grzbietach książek, jakby w ten sposób chciała zetrzeć niewidzialny kurz. – Możesz to sobie zabrać. Zrobiłam kopię.
– Co takiego? Masz zamiar mnie szantażować?!
– Mam zamiar wyjść za ciebie – odwróciła się. –  Obiecałeś mi to już dawno. Rozwiedziesz się z tą swoją pokraką i odtąd będziemy jednym. Nie ma więc mowy, że coś ci z mojej strony zagrozi – uśmiechnęła się uwodzicielsko. – No co? Przecież mnie kochasz.
– No… tak… ale…
– Nie ma żadnego ale, mój drogi. Miłość pragnie ofiar… – Izabela z powrotem usiadła na brzegu łóżka i jednym zgrabnym ruchem ściągnęła z siebie bluzkę, po czym obraz… urwał się.
– Noooo… to pani Iza była niezłą spryciarą – skwitował Grzegorz.
– Na to wygląda – przyznał Jaś wyciągając płytę z odtwarzacza. – Zieliński musiał się nieźle wkurzyć.
– Tak. A później ktoś wpakował mu kulkę w łeb.
–  Hm… Facet uwikłał się w ciemne interesy, a do tego miał na karku  pazerną babę. Może to on zapragnął jej śmierci – zastanawiał się głośno Jaś. – Myślę, przyjacielu, że musimy odwiedzić jego żonę. Przekonamy się, czy faktycznie była taką jędzą.
 – Fajnie sobie to zaplanowaliście, tylko zabrakło wam jednego, istotnego elementu – usłyszeli nagle głos Marty.
– Jakiego? – zapytał Jaś unosząc się lekko w fotelu.
– A takiego, że zanim tam pójdziecie, powinniście ten cały notatnik i płytę przekazać prokuraturze.
Jaś opadł z powrotem na oparcie i westchnął z rezygnacją.
– Ty znowu swoje – jęknął.
– Właśnie – podchwycił Grzegorz. – Kraczesz, aż coś wykraczesz. Przecież to jest nasze śledztwo. Dziennikarskie, jakbyś o tym zapomniała. Co cię ugryzło?
– Ugryzło? – Marta zrobiła wielkie oczy i przysiadła na oparciu kanapy. – I ty to mówisz? Zdajesz sobie sprawę, że jak już będzie po wszystkim, to was po prostu oskarżą o utrudnianie śledztwa, zacieranie dowodów i Bóg jeden wie o co jeszcze? Chcę wam tylko uświadomić, że można tego uniknąć.
– Niby jak?
– W prosty sposób, Grzesiu. Przecież możecie to skopiować, a oryginały wysłać. Jaki to problem jest? – Marta zamilkła i gwałtownym gestem odgarnęła włosy za ucho. – Zresztą. Róbcie co chcecie. Macie swoje mózgi.
Wstała z kanapy i skierowała się w stronę kuchni.
– Zaczekaj – zawołał Jaś. – Masz rację. Zrobimy tak, jak mówisz.
Marta nic na to nie odpowiedziała. Wzruszyła tylko ramionami i zniknęła z pola widzenia.
– No co tak patrzysz? – Jaś spojrzał na przyjaciela. – Ma rację. Wiesz przecież, jak działa prokuratura. Jeśli zabór kilku milionów mogą uznać za nieszkodliwy czyn, to nas mogą z powodzeniem wpakować za kratki. Niech to lepiej zaniesie.
– Nic przecież nie mówię – westchnął Grzegorz.
– Ale widzę jaką masz minę.
– Eee tam – prychnął Grzegorz. – Myślałem o czymś innym. Zastanawiałem się właśnie jak to jest, że ci goście z PiS-u są tacy ślepi i znowu pchają Kaczyńskiego do wyborów.
– Ty znowu z tą swoją polityką – mruknął Jaś. – Może po prostu wierzą w gościa. Albo nie mają nikogo innego. Co cię to obchodzi?
– Jak to, co? Przecież ten facet nas kompromituje.
– Przesadzasz. A Tusk to niby lepszy jest? Naobiecywał i guzik z tego zrealizował. Wszyscy są po jednych pieniądzach.
– Może masz i rację. Polityka to wielkie szambo – Grzegorz machnął nagle ręką i wstał powoli z fotela. – Chyba już pójdziemy.
 
 
7.
 
Zbliżała się północ. Marta i Grzegorz wyszli zaledwie godzinę wcześniej, tuż po tym, jak skopiowali materiały, a oryginały zapakowali w grubą kopertę i zaadresowali na miejscową prokuraturę. Rano następnego dnia miała je tam zanieść osobiście Marta. Jaś musiał przyznać, że nie była głupia. Właściwie mogli czuć się razem z Grzegorzem zawstydzeni. Dopiero zaczynała stawiać pierwsze kroki w zawodzie, a tu – proszę! Miała więcej rozumu w głowie od nich dwóch. W pogodni za faktami zapomnieli o tym, że i oni podlegają prawu.
Jaś zerknął na uchylone okno i okrył się kocem. Nie chciało mu się wstawać, chociaż temperatura w pokoju znacznie spadła. Był już drugi tydzień marca, a zima wciąż nie dawała za wygraną i od kilku dni nękała wszystkich wyżem o wdzięcznym imieniu Izydor. Jaś był zmęczony i czuł, że powoli ogarnia go sen. W pokoju było cicho jak makiem zasiał.  Podsunął sobie pod głowę poduszkę, oparł się wygodnie i pozwolił myślom, aby dryfowały w sobie tylko znanym kierunku. Mógł zastanawiać się nad wieloma sprawami - dlaczego zginął Zieliński, albo czy znajomy Włoch, Giuseppe, rzeczywiście zapyta brata o zabójstwo Zielińskiego w Rzymie. Ale jego myśli uparcie wracały do niej. Kręciły mu w głowie esy floresy i podsuwały przed oczy obraz jej twarzy. Wciąż słyszał w głowie jakieś fragmenty jej rozmów. Czy to naprawdę mogło cokolwiek oznaczać, zastanawiał się? Chyba zbyt wiele sobie wyobrażam, uznał w końcu i ziewnął szeroko. Chwilę później spał. I były to ostanie godziny, które przespał w spokoju…
 
  c.d.n.
(Wersja PDF

   

Czytane 24907 razy

Kopiowanie materiałów dozwolone pod warunkiem podania źródła: www.super-nowa.pl

Drukuj >>

<< Wstecz


Nie jesteś zalogowany. Zaloguj się aby dodać komentarz.
Regulamin komentarzy >>
Więcej komentarzy >>

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za komentarze internautów.